“Ja tylko odłupuję niepotrzebne kawałki kamienia i uwalniam anioła, który był w środku.”

Michelangelo

Te słowa brzmią mi w uszach podczas prowadzenia terapii. Przecież on mówił także o mnie, o terapeucie, nauczycielu i rodzicu. To ja, jak każdy inny dorosły człowiek mam być przewodnikiem w życiu dziecka i wydobywać jego potencjał. Moją rolą nie  jest wyręczanie, ale wskazywanie drogi, wspieranie, motywowanie, a także dostrzeganie w dziecku jego zdolności. W każdym drzemie przecież jakiś ukryty talent. Wcale nie muszą to być od razu zdolności muzyczne, plastyczne, taneczne, chociaż te najłatwiej dostrzec. Może to być także na przykład zamiłowanie do różnych dziedzin nauki.

Któregoś razu pewien mój podopieczny – bardzo skryty, wycofany i nieśmiały – przyniósł na zajęcia patyczaki, które dał mu na przechowanie jego kolega. Na początku nieznacznie skrzywiłam się, gdyż sama nie jestem specjalną zwolenniczką tego typu stworzonek, ale widziałam w jego oczach iskrę. Słowa, które wypowiedział bardzo mnie wzruszyły: „wiesz ciociu – powiedział 6 letni Kubuś – popatrz, czy to nie jest prawdziwy cud życia.., jak będę duży, sam chciałbym zajmować się różnymi żyjątkami i obserwować jak tworzą nasz świat”. W ustach tak małego dziecka zabrzmiało to nader poważnie, ale od tamtej pory wielokrotnie prowadziliśmy rozmowy na temat różnych gatunków zwierząt i roślin.

Rozmawiałam z rodzicami, aby wspierali jego zainteresowanie. Na początku dostawał wiele albumów, filmów. Wkrótce miał swoje pierwsze małe terraria… Wraz z rodzicami jeździł często na Podlasie poobserwować przyrodę, pływając na tratwie po Biebrzy.

Kuba poszedł do szkoły. Nie miał zbyt dużo kolegów, bo jego nieśmiałość powodowała, iż był odrzucany przez swoich kolegów. Po rozmowie z nauczycielką w szkole wspólnie uznałyśmy, że fajnie byłoby, aby Kuba pochwalił się swoją pasją na lekcji wychowawczej, bo to był temat, który powodował, iż Kuba zapominał o swojej nieśmiałości. Miałyśmy nadzieję, że dotychczasowe, dość słabe kontakty z rówieśnikami nieco się polepszą. I tak się stało. Okazało się, że miłośników przyrody jest więcej  wśród pierwszaków. Tego dnia rodzice Kuby zadzwonili do mnie, że to był strzał w dziesiątkę. Chłopiec rozkwitał od tamtej pory. Nabrał odwagi. Uczestniczył w kółkach biologicznych, olimpiadach. Obecnie mój „mały, zagubiony” Kuba kończy liceum i wybiera się na studia biologiczne.

Warto dostrzec w dziecku jego „błysk w oczach”, bo dzięki tym pozornym drobiazgom możemy uczynić dziecko szczęśliwsze, a naszą pracę efektywniejszą.

(imię dziecka zostało zmienione)