Dyskalkulia może być rozumiana jako wrodzona niezdolność do ujmowania świata w kategoriach liczbowych. To specyficzne zaburzenie umiejętności arytmetycznych występuje u około 6 proc. dzieci objętych masowym nauczaniem. Dzieci te wymagają pomocy i, coraz częściej, mogą ją otrzymać od nauczycieli i psychologów. O tym, jak wygląda sytuacja dyskalkulików w Polsce opowiada psycholog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej dr Urszula Oszwa.

Nauka w Polsce: Czy to prawda, że w Polsce niewielu specjalistów zajmuje się problemem dyskalkulii?

Dr Urszula Oszwa: Nie tylko w Polsce, w innych krajach Europy sytuacja wygląda podobnie. Specjalistów jest niewielu, ale zainteresowanie wzrasta. Jest to zaburzenie złożone, mało jeszcze poznane, i – można też powiedzieć – interdyscyplinarne. Jako zaburzenie rozwoju zdolności interesuje psychologów, ze względu na aspekt szkolny – także pedagogów i nauczycieli, z powodów merytorycznych również dydaktyków matematyki. W ostatnich latach problem ten cieszy się dużym zainteresowaniem neuropsychologów, czyli badaczy mózgu, analizujących mechanizmy przetwarzania procesów związanych z liczeniem i neuronalne podłoże trudności arytmetycznych. Idealnie byłoby, gdyby w Polsce istniał zespół specjalistów z wielu wymienionych tu dziedzin. Pracujemy nad jego utworzeniem.

NwP: Czy istnieją standardy diagnozowania tego zaburzenia?

UO: Zgodnie z obowiązującą w krajach UE międzynarodową klasyfikacją zaburzeń ICD-10, specyficzne zaburzenie umiejętności arytmetycznych (taka określa się tam dyskalkulię) może być rozpoznane, jeśli spełnione są pewne warunki. Poziom umiejętności arytmetycznych powinien być znacząco niższy niż oczekiwany po uwzględnieniu wieku dziecka, jego możliwości intelektualnych oraz poziomu edukacji szkolnej. W klasyfikacji tej sugeruje się, aby poziom tych umiejętności oceniać, stosując wystandaryzowany test do ich pomiaru. W Polsce nie dysponujemy takimi metodami, więc nie ma możliwości precyzyjnego spełnienia tego warunku. Jednak w takim znaczeniu nie mamy też testu do badania dysleksji, a od wielu lat w Polsce jest ona diagnozowana. W przypadku matematyki sprawa jest bardziej złożona. Test psychologiczny powinien badać zdolności, funkcje zaangażowane w proces operowania liczbami. Problem w tym, że bardzo trudno te funkcje wyodrębnić, bo okazuje się, że ich udział zależy od rodzaju operacji arytmetycznej, a nawet typu zadania. Badania aktywności mózgu wykazują, że np. podczas mnożenia aktywne są inne obwody neuronalne niż podczas odejmowania. Test pedagogiczny może badać osiągnięcia czy umiejętności dziecka, ale wówczas oceniamy tylko objawy, bez różnicowania, czego są one rezultatem – czy wadliwej metody nauczania, czy zaburzeń o charakterze wrodzonym. A ta różnica jest ważna, bo trudności wynikające z zaniedbań dydaktycznych nie są już dyskalkulią, tylko problemami o podłożu środowiskowym.

NwP: Kto może diagnozować dyskalkulię? Kiedy diagnoza jest miarodajna?

UO: Na pewno jako zaburzenie rozwojowe powinno być ono rozpoznawane przez psychologa klinicystę, we współpracy z pedagogiem i nauczycielem. W Wielkiej Brytanii skonstruowano komputerową metodę przesiewową dla nauczycieli do oceny dyskalkulii rozwojowej u dzieci w wieku 6-14 lat. Metoda ta posiada normy dla wymienionych grup wiekowych i pozwala nauczycielowi na orientacyjne różnicowanie dzieci z trudnościami w uczeniu się matematyki o różnych typach przyczyn (zaniedbania dydaktyczne, deficyt wzrokowy) i odróżnianie ich od dyskalkulii rozwojowej, którą autorzy metody rozumieją jako wrodzoną niezdolność dziecka do ujmowania świata w kategoriach liczbowych. Po takich badaniach wstępnych dziecko kierowane jest na badania psychologiczne i objęte pomocą terapeutyczną. W Polsce pracujemy nad konstrukcją podobnego narzędzia, jednak jest to proces długotrwały, ponieważ badania normalizacyjne wymagają udziału dużej grupy dzieci (przynajmniej kilku tysięcy) i są kosztowne. Aktualnie wiele poradni psychologiczno-pedagogicznych w Polsce, mimo braku wystandaryzowanych narzędzi, ostrożnie diagnozuje dyskalkulię. Należy też pamiętać, że nie jest to zaburzenie częste. Z badań epidemiologicznych w krajach Europy Zachodniej wynika, że występuje ono u około 6 proc. dzieci objętych masowym nauczaniem. Przyjmując, że liczebność klasy wynosi 30 uczniów, jest to więc 1-2 dzieci. Pozostałe mają trudności w uczeniu się matematyki o różnym stopniu nasilenia, ale nie dyskalkulię. Oczywiście, wszystkie dzieci wymagają pomocy.

NwP: Czy jest możliwe pokonanie trudności związanych z dyskalkulią?

UO: Z czystą dyskalkulią jest podobnie jak z dysleksją, czyli stanowi ona problem całego życia. Jednak można łagodzić jej objawy, stosując terapię pedagogiczną. Zaskakujące jest, że w Polsce wielu psychologów potrafi efektywnie pomagać dzieciom z dyskalkulią, jednocześnie nie mając precyzyjnych narzędzi do jej diagnozy.

NwP: Do kogo można zgłosić się po pomoc?

UO: Tu znowu ten sam zespół diagnostyczno-terapeutyczny: psycholog (usprawnianie funkcji), pedagog-terapeuta (doskonalenie umiejętności). Terapia dyskalkulii nie powinna sprowadzać się do uzupełnianiu braków w wiedzy. Mamy tu bowiem często, obok deficytów funkcji wymagających usprawnienia, również problemy natury emocjonalnej (niechęć do matematyki), dlatego konieczne jest wspomaganie psychoterapeutyczne.

NwP: Skąd bierze się to zaburzenie?

UO: Jest wiele hipotez. Mikrouszkodzenia mózgu w okresie prenatalnym, zmiany w strukturze i funkcjach obwodów neuronalnych, uwarunkowania genetyczne. Istnieje też hipoteza tzw. nietypowego rozwoju mózgu, która próbuje wyjaśnić zjawisko częstego współwystępowania zaburzeń rozwojowych, np. dysleksji z dyskalkulią czy też z ADHD. Rozważa ona różne warianty rozwoju mózgu, które odpowiadają jednocześnie za wybiórcze zaburzenia, jak i wyjątkowe umiejętności. Na taki nietypowy rozwój mózgu wpływają prenatalne czynniki genetyczne oraz wczesne postnatalne czynniki środowiskowe, modyfikujące wzrost tego narządu i kształtowanie się jego aktywności. Splot przyczyn biologicznych i środowiskowych sprawia, że te same deficyty funkcji psychicznych prowadzą do różnych zaburzeń, np. zakłócenia językowe powodują trudności w czytaniu, ale także w rozumieniu matematycznych zadań tekstowych. Jednak jednocześnie obok zaburzeń mogą występować uzdolnienia w innych dziedzinach, a ich odkrycie jest bardzo istotnym punktem w terapii. Odwołanie się do tzw. mocnych stron dziecka pozwala mu uwierzyć w siebie, a z czasem być może ujrzeć, że matematyka nie jest taka straszna. A to jest bardzo obiecujący początek w łagodzeniu objawów dyskalkulii.

NwP: Dziękuję za rozmowę.

Z dr Urszulą Oszwą z Zakładu Psychologii Klinicznej i Neuropsychologii Instytutu Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, autorką ksiażki „Zaburzenia rozwoju umiejetnosci arytmetycznych. Problem diagnozy i terapii” (OW Impuls, Krakow, 2005) rozmawiała Karolina Olszewska.

PAP – Nauka w Polsce

tot